2 września 2014

Sylvia Plath - "Dwa spojrzenia na prosektorium"

1
W dniu w którym odwiedziła prosektorium,
Wyłożono czterech mężczyzn czarnych jak spalony indyk,
Już na pół pokrajanych. Octowy opar
Kadzi śmierci przywarł do nich:
Chłopcy w białych kitlach wzięli się do pracy.
Głowa trupa zapadła się w głąb,
A ona nie mogła nic odróżnić
W tym rumowisku czaszek i skór starych,
Które wiązał w całość sznurek szary.

W słojach ślimaczone dzieci lśnią jak księżyc.
On wręcza jej wycięte serce jak pęknięty klejnot.

2
W Breughla panoramie dymów i rzezi
Dwoje ludzi nie widzi żerującej na padlinie armii:
On w morzu jej niebieskiej satynowej
Szaty śpiewa w kierunku
Jej nagiego ramienia, a ona pochylona
Nad nim, kartkuje zeszyt z nutami.
Oboje głusi na dźwięk skrzypiec w rękach
Śmierci, rzucającej na ich pieśni cień,
Flamandzcy kochankowie kwitną jeden dzień.

Lecz spustoszenie utrwalone w obrazie oszczędza ten światek,
Delikatny, niemądry, w prawym dolnym rogu.


Teresa Truszkowska

12 sierpnia 2014

Regina Brett

Pięćdziesiąt wskazówek. Pięćdziesiąt lekcji, w których autorka przeplata własne przeżycia z doświadczeniami ludzi spotkanych na swojej krętej drodze; przywołuje ważne dla siebie postaci, znaczące książki i filmy, inspirujące modlitwy i wypisy z lektur; przypomina o sile psalmów 
i prostych sentencji.

Felietony Reginy Brett docenili i pokochali czytelnicy na całym świecie. Przyklejano je na lodówkach, rozsyłano w e-mailach do bliskich. Tematy lekcji, których udzieliło autorce życie, cytowano na tysiącach blogów i przedrukowywano w gazetach. 

Książka, którą trzymasz w ręce, stanie się bliska każdemu, kto kiedykolwiek znalazł się na życiowym zakręcie oraz wszystkim szukającym inspiracji. Niech każda z pięćdziesięciu lekcji będzie manifestem – jak bohaterka jednego z esejów, pewna sportowa czapka z prostym hasłem: „Życie jest dobre”. Bo takie jest. Naprawdę.

Nowa książka autorki bestsellera Bóg nigdy nie mruga, cieszącego się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników na całym świecie. Tym razem Regina Brett dzieli się z nami opowieściami o tym, że szczęście zależy od nas samych – naszych wyborów i decyzji, które najczęściej nie są aż tak trudne, jak się z pozoru wydają. A każda próba zmiany świata wokół siebie na lepsze sprawia, że dokonujemy cudów. Cudów, które są osiągalne dla każdego z nas. Codziennie. Regina Brett nie stawia przed swoimi czytelnikami zadania ponad ich miarę. Niezależnie od tego, czy humorystycznie, czy refleksyjnie, zawsze pisze z niezachwianą wiarą w człowieka, w dobro, które w nim tkwi i które sprawia, że niemożliwe staje możliwe. Jesteś cudem to zbiór inspirujących lekcji o tym, jak niewiele trzeba, by zmienić coś na lepsze. To 50 felietonów, które obudzą w czytelniku natchnienie. Choć każdy z nich to zupełnie inna historia, zebrane razem tworzą przewodnik pomagający dostrzec i docenić siłę zmian na lepsze – małych cudów. Regina Brett pisze od 1986 roku. Za felietony drukowane na łamach największej gazety w Ohio, „The Plain Dealer”, otrzymała wiele krajowych i stanowych nagród. Była też dwukrotnie nominowana do nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu. Jej ostatnia książka, Bóg nigdy nie mruga, trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”. Regina Brett prowadzi swój własny talk-show oraz stale wspomaga organizacje non profit.

11 sierpnia 2014

" Dobry Pan Bóg z gliny"

Nowa, nieocenzurowana wersja kultowego Cholonka!
Książka na osiemdziesiąte urodziny Janoscha!

Janosch, popularny na świecie autor i ilustrator ponad stu książeczek dla dzieci, w legendarnej już powieści Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny w drapieżny i groteskowy sposób opisał krainę zapamiętaną ze swojego dzieciństwa, które przeżył w małej robotniczej osadzie na obrzeżach Zabrza. W pierwszym polskim wydaniu (1975) powieść została ocenzurowana i dopiero w tej edycji fragmenty opowiadające o „wyzwoleniu” Śląska i wyczynach Armii Czerwonej docierają do polskiego czytelnika. Do czasu ukazania się Piątej strony świata Kazimierza Kutza Cholonek pozostawał jedyną wielką powieścią o Śląsku, powieścią najprawdziwszą - i najzabawniejszą.
Bohaterowie Janoscha, pazerni i prymitywni, kurzą machorkę, chlają brunatną gorzałę, kopulują na mniej lub bardziej wymyślne sposoby, starają się wypełnić swoje żałosne życie małymi radościami, rozpaczliwie aspirując do lepszej egzystencji. Świat ten, wypełniony biedą, mozołem i cierpieniem, okrutnie doświadczany przez historię (narastanie hitleryzmu, jego apogeum i upadek), opisywany jest przez Janoscha, z bezlitosną czułością - ludzie, ze swoją szpetotą i podłościami, budzą współczucie, a z ich tragicznych losów i nieszczęść głośno się śmiejemy. Pisarz bowiem egzorcyzmuje ten koszmar satyrą i purenonsensem. Nieprawdopodobne anegdoty, duch sowizdrzalskiej narracji połączony z empatią dla bohaterów i elegijną serdecznością dają w rezultacie niepowtarzalną magiczną aurę, która zapewniła Cholonkowi na Śląsku status książki prawdziwie kultowej. To klasyka i kwintesencja śląskiego humoru: dosadnego, rubasznego, przaśnego, balansującego na granicy wulgarności, ale broniącego się przed nią absurdem i groteską.
To także lekcja ludowej mądrości uczącej, że w najbardziej nieludzkich warunkach i w najbardziej animalnych istotach zwycięska okazuje się chęć życia, cieszenia się nim - wbrew wszystkiemu.

”To diabelsko zabawna książka o krainie dzieciństwa słynnego dziś w świecie Ślązaka, który wyjechał do Niemiec w 1945 roku. Wydana w Polsce nieomal czterdzieści lat temu, jest cichą biblią humorystów. Opisuje życie śląskiego lumpenproletariatu w latach 30., w małej robotniczej osadzie nieopodal ówczesnej granicy polsko-niemieckiej - tak, że można ze śmiechu spaść z krzesła. Książka jest arcydziełem, a Janosch ojcem literatury górnośląskiej.” (Kazimierz Kutz)

10 sierpnia 2014

John Green - "Gwiazd naszych wina"

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.

Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.
Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości.

9 sierpnia 2014

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

Ponad milion sprzedanych egzemplarzy w samej Skandynawii!

Życiowa podróż szwedzkiego Forresta Gumpa po ostatnich stu latach losów świata.

„Śmiałem się do łez, czytając o niefrasobliwym stulatku w kapciach przemierzającym Szwecję z ukradzioną walizką. Polubiłem tę historię od pierwszego rozdziału!” Artur Barciś

Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż...

8 sierpnia 2014

Jane Austen - "Opactwo Northanger"

Napisana z finezją i humorem parodia popularnych na przełomie XVIII i XIX stulecia powieści gotyckich.
Młoda i przemiła, choć trochę naiwna panna Katarzyna Morland jest zafascynowana powieściami gotyckimi. Gdy poznaje nowych przyjaciół i zostaje przez nich zaproszona do starego opactwa Northanger, ma nadzieję, że uda jej się odkryć jakąś niewyjaśnioną od lat tajemnicę i przeżyć przygodę. Znajduje jednak coś zupełnie innego. Coś, o czym skrycie marzyła…

7 sierpnia 2014

Sylvia Plath - "Plaża Berck"




I


Więc to jest morze, ten wielki bezruch.
Jakże ściąga moją gorączkę kataplazm słońca.

W powietrzu wędrują opalone ręce ze szklankami
Elektryzująco barwnych sorbetów, wyciąganych z lodówki przez blade dziewczęta.

Czemu jest tak cicho, co oni ukrywają?
Uśmiechnięta, poruszam się na moich dwóch nogach.

Koc piasku wygłusza drgania,
Ciągnie się milami, głosy, o połowę słabsze,

Drżące i kruche, falują.
Mięśnie oka, oślepionego lśnieniem tych połaci

Uderzają jak bumerang naciągniętej gumki, raniąc właściciela.
Czy można się dziwić, że włożył ciemne okulary?

Czy można się dziwić, że wystąpił w czarnej sutannie?
Oto nadchodzi, mijając poławiaczy makreli

Co odwracają się ku niemu murem placów.
Władają zielono-czarnymi rombami fal, zręcznie jak własnym ciałem.

Morze, co zrodziło te kryształy,
Odpełza, setką węży, z przeciągłym sykiem znużenia.

II

Ten czarny but nie zna litości.
Co w tym dziwnego, przecież to całun odrętwiałej stopy,

Dumnej, drętwej, bezpalcej stopy tego księdza,
Który zgłębia studnię swej księgi.

Pochyły druk pęcznieje mu w oczach jak krajobraz.
Wśród wydm ukrywają się bezwstydne bikini,

Piersi i biodra łaskoczą światło
Jak kolorowe kryształki cukru,

A zielony staw otwiera swe oko,
Ma mdłości po tym co połknął - 

Kończymy, obrazy, krzyki. Za betonowymi bunkrami
Odklejają się od siebie kochankowie.

O, biała ceramiko morza,
Co za sól w gardle, jakie bańki westchnień...

I widz drżący.
Przyciągany jak długi postaw sukna

Poprzez nieruchomą zjadliwość
I wodorosty, włochate jak genitalia.

III

Na hotelowych balkonach lśnią przedmioty,
Przedmioty, przedmioty - 

Stalowe rurki foteli na kółkach, aluminiowe kule,
Taka słona słodycz. Dlaczego miałabym pójść

Poza falochron, oblepiony plamami muszli?
Nie jestem pielęgniarką, białą i uważną,

Nie jestem uśmiechem.
Te dzieci za czymś gonią, z krzykami, haczykami,

A moje serce jest zbyt małe, by uleczyć ich straszliwe winy.
Oto człowieczy bok: czerwone żebra,

Nerwy prężą się jak drzewa, a oto chirurg:
Jedno lustrzane oko - 

Soczewka wiedzy.
W pokoju na pasiastym materacu

Odchodzi stary człowiek,
Nic mu nie pomoże zapłakana żona.

Gdzież są żółte i drogocenne kamienie oczu,
Gdzie język, szafir popiołów?

VI
Weselny tort twarzy w papierowej kryzie.
Jakże on nas teraz przerasta.

Tak jakbyśmy mieli świętego.
Pielęgniarki w skrzydlatych czepcach już nie są takie piękne.

Schną jak dotknięte gardenie.
Łóżko odsunięto od ściany.

Oto jak osiąga się pełnię. To straszne.
Czy pod tym lepkim prześcieradłem, którego gładką biel

Wydyma proch jego nosa,
Ma na sobie piżamę czy strój wieczorowy?

Póki nie zesztywniała, podtrzymywali jego szczękę książką,
I złożyli jego ręce, które żegnały się - do widzenia, do widzenie.

Teraz uprane prześcieradła fruwają w powietrzu,
Powłoczki poduszek nabierają słodyczy.

To łaska, to łaska:
Długa dębowa trumna o barwie mydła,

Dziwni karawaniarze, a w srebrze
Z niezmąconym spokojem odciska się świeża data.

V

Szare niebo zniża się, wzgórza jak zielone morze
Biegną w dal, fala za falą, skrywając swe doliny,

Doliny, które kołyszą myśli żony - 
Otępiałe, użyteczne łódki,

Pełne sukien i kapeluszy, i porcelany, i zamężnych córek.
W holu kamiennego domu,

W oknie trzepocze pojedyncza firanka,
Podnosi się i opada, żałobna świeca.

To język zmarłego: pamiętajcie, pamiętajcie!
Jakże daleko odszedł, jego czyny

Otaczają go jak meble z dziwnego pokoju, jak dekoracja.
Gromadzą się odcienie bieli,

Bladość rąk i pobliskich twarzy,
Wyniosłe biele mętniejącej tęczówki.

Odlatują w nicość: pamiętajcie o nas.
Puste ławki pamięci przypatrują się kamieniom,

Marmurowym płytom o błękitnych żyłkach, przejrzystym wazonem pełnym żonkili.
Tak tu pięknie: to miejsce spoczynku.

VI
Naturalna bujność lipowych liści!
Przystrzyżone, zielone kule drzew idą ku kościołowi.

U bramy wita zwłoki
Czysty głos księdza,

Mówi do nich, kiedy wzgórza podają sobie głos żałobnego dzwonu,

Błysk pszenicy i nagiej ziemi.

Co to za kolor?
Skrzepła krew odrapanych murów, które leczy słońce,

Skrzepła krew kikutów drzew, wypalone serca.
Wdowa z czarną torebką, w otoczeniu trzech córek

I koniecznie wśród kwiatów,
Składa swoją twarz jak najcieńsze płótno,

Którego nikt już nie rozłoży.
A niebo, robaczywe od uprzejmych uśmiechów,

Przemija chmura za chmurą.
Weselne kwiaty rozsiewają świeżość,

A dusza jest panną młodą
W zaciszu, a pan młody czerwony i roztargniony, nijaki.

VII

Świat osobny i łagodny,
Cicho warkocze za szybą samochodu,

A ja siedzę nieruchomo, w czerni, gość na przyjęciu,
Sunąca na niskim biegu za wózkiem.

Ksiądz jest naczyniem,
Smolistym kadłubem smutnym i nudnym,

Stąpa za ukwieconym wózkiem wiozącym trumnę jak piękna kobietę,

Fala piersi, powiek i warg

Szturmuje wzgórze.
Potem, za sztachetami dziedzińca, dzieci

Wciągają zapach rozgrzanej pasty do butów,
Ich nieme twarze odwracają się powoli,

Oczy otwierają się
Na widok wspaniałości - 

Sześciu czarnych kapeluszy na trawie i drewnianego pudła,
I nagich ust, rdzawych i dziwacznych.

Przez chwilę niebo wlewa się w ten otwór jak osocze.
Nie ma nadziei, porzucono ją.

3 sierpnia 2014


"Żyjemy w skażonym świecie [...] dlatego jeśli widzisz coś pięknego, czujesz prawdziwe wzruszenie , spotykasz dobrego człowieka - bierz to. Oglądaj, dotykaj, słuchaj. Choćby kwadrans, choćby jeden błysk światła, choćby jedna rozmowa." 
                                                                      T.Kołodziejczak "Czerwona mgła"